• Wpisów:20
  • Średnio co: 111 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 21:44
  • Licznik odwiedzin:27 049 / 2334 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie to że się użalam, ale w ciul mi ciężko. Rozwalona rodzina, chora mama. Wewnątrz mnie coś się gotuje jak tylko pomyśle, że w każdej chwili mogę zostać sama, w każdej chwili choroba może ją zniszczyć. Kocham ją, ale tak ciężko to powiedzieć, okazać.
W ciągu roku zrobiłam się inna. Bardziej śmielsza, zaczęłam pić na imprezach i palić. Kto by kiedykolwiek pomyślał, że zobaczy mnie z fajką w ręce.
Wszyscy myślą `zawsze uśmiechnięta, nie ma problemów`. Wszystko duszę w sobie.
Potrzebuję kogoś z kim mogłabym od serca pogadać. Przyjaciele? Ciężko w tych czasach o przyjaciół.
Niekiedy chcę ze sobą skończyć, odejść do lepszego świata i nie krzywdzić tylu ludzi. Przepraszam wszystkich, ale nie umie, nie dam rady. Za duży jeszcze tchórz ze mnie.
 

 
Jestem nikim. Jestem totalnym zerem. Taaak, jestem egoistką. Postępuje niewłaściwie. Ranię tyle ludzi. Chcę być dobra, ale wychodzi to na odwrót.
Chcę żyć ostatnią chwilą, bawić się tak jak w tych pieprzonych filmach, być szczęśliwą z byle powodu. Nie potrafię tak. Jeżeli już coś mam co chciałam to potrafię to spieprzyć do granic możliwości. Zbyt ciężko walczę o pewne rzeczy, osoby i później zbyt łatwo to odchodzi.
Potrzebuję jakiejś rady, jakiejś motywacji na życie. Takie życie nie jest takie jakie bym chciała mieć.
 

 
Dni mijały strasznie powoli. Całe dnie spędzałam w łóżku albo myślałam nad tym wszystkim. Nie mogłam dalej pojąć jak on mógł się we mnie zakochać, jak mógł czuć coś do `własnej siostry`. Rodzice byli przekonani, że cierpię z tego powodu, że on znajduje się w szpitalu.
Po 3 monotonnych dniach spędzonych w domu wyszłam jego odwiedzić.
-Kogo ja tu widzę.
Wiedział, że prędzej czy później przyjdę. Zawsze pierwsza przychodziłam.
-Tęskniłem za Tobą, tu jest strasznie.
-Zamknij się. Nie możemy być razem, przecież jesteśmy `rodzeństwem`
Popatrzył na mnie tak jakby wiedział co można na to poradzić.
-Co zamierzasz zrobić ? -spytał.
-Nie wiem. Może Ty masz jakiś pomysł ? -pozwolę mu się wykazać.
-Pamiętasz jak zawsze mówiliśmy, że nikt nas nie rozdzieli ? -powiedział.
-Kontynuuj. -powiedziałam z ciekawością.
-Ja mogę się dla Ciebie zabić. -popatrzył na mnie z łezką w oku.
-Ja dla Ciebie też, bracie. -złapałam go za rękę.
Nic nie mówiąc wstał z łóżka przebrał się i razem jakby nigdy nic wyszliśmy ze szpitala. Bez ani słowa szliśmy do lasu. Tam znajdował się most pod którym była skarpa. Złapaliśmy się za ręce.
-Na zawsze razem, miłość aż po grób. -powiedzieliśmy równocześnie. Pocałowaliśmy się w usta i skoczyliśmy.
 

 
Już jako dzieci nie mogliśmy się rozdzielić. Wszędzie razem. Kto mi dokuczał obrywał od niego tak, że już nigdy ta osoba nie odezwała się do mnie słowem. Wszystko z nim było cudowne, nawet szczepienia w jego towarzystwie były niczym. Moi rodzice pokochali jego jak własnego syna, a jego rodzice pokochali mnie jak własną córkę. Zdarzało się, że mówili do mnie `córeczko`. Dorośliśmy i nadal jesteśmy jak rodzeństwo. Razem chodzimy do szkoły, wszystko robimy razem. Niedawno przyszła do mnie jego matka z płaczem.
-Mój syn popadł w nałóg. Jest w szpitalu. –wypowiedziała z drgającymi od płaczu ustami.
Nic nie powiedziałam. Ubrałam szybko buty i pobiegłam do szpitala. Leżał sam, wyglądał strasznie – blady, wyglądał jak trup.
-Pojebało Cię ?! –wykrzyknęłam na cały głos. –Pojebało ?!
Nic nie powiedział. Było mu głupio zobaczyłam to po jego wyrazie twarzy, znałam już ten wyraz.
-Kurwa, pojebało ! Mam tego życia dosyć. –nie popatrzył się na mnie. Czułam, że coś we mnie pęka. Kocham go i nie pozwolę, żeby zniszczył sobie życie.
-Nie zniszczysz sobie życia, nie pozwolę Ci na to !
-Kocham Cię, nie wiesz ? Nie widzisz ? –popatrzył na mnie słodkimi, zapłakanymi oczami. –Wzięłem raz to dziadostwo i wiem, że już więcej nie chcę. Kocham Cię i będę Ci to powtarzał cały czas. –zamilkł.
Kocham go jak brata, on mnie kocha jak siostrę, wiem. I po co tu brać to dziadostwo.
–Nie kocham Cię jak siostrę. –Jakby czytał mi w myślach. –Kocham Cię jak dziewczynę, jak –zamilkł.
–Nie chcę Cię traktować jak siostrę, chcę Cię w końcu pocałować, przytulić tak inaczej. –poczułam na policzkach łzy.
To było dla mnie chore, facet który był przy mnie całe życie mówi mi, że mnie kocha. Wiem, też go kocham, ale nie jestem gotowa na taki wyczyn, żeby z nim być. Nic nie mówiąc wybiegłam z sali. Jego zapłakana matka siedziała na krześle czekając na lekarza. Nie odezwałam się do niej ani słowem. Zapłakana wybiegłam i na nikogo nie zwracałam uwagi.
 

 
To były wakacje. Pojechałam do koleżanki, która mieszkała 200 km ode mnie. Nie znałam tam kompletnie nikogo oprócz niej. Pierwszego dnia od razu poznałam jej kolegów. Zobaczyłam jego i serce mi zatłukło. Miałam zaledwie 13 lat i nigdy nie czułam nic takiego do innego faceta. Wiedziałam, że to jest miłość mojego życia. Nie wiedział o tym co do niego czuje wyjechałam i nadal nic nie wiedział. Po miesiącu dostałam od niego wiadomość na gg, pamiętam ją do dzisiaj `Kocham Cię. Wiem.. to idiotycznie musi wyglądać, ale taka prawda.` Rozryczałam się jak dziecko. Przez rok czasu byliśmy wzorową parą, wzorową wirtualną parą. Związek bez pocałunków, przytulania to nie związek. Kilka nocy poświęciłam na przemyślenia co z tym zrobić. Napisałam mu, że to nie ma sensu, że tylko siebie ranimy takim `związkiem` nie możemy być razem to chociaż bądźmy z kimś innym. Niby nic do niego już nie czułam a nadal go kochałam, nadal miałam przed oczami dni spędzone u koleżanki, miałam przed oczami jego. Tydzień po rozstaniu ktoś zapukał do moich drzwi. To był on. Miał bukiet róż i prosił o powrót. `Jaki to ma sens ? Przecież mieszkasz tak daleko. Jak Ty chcesz się spotykać ? Mamy po 15 lat i może zamieszkamy razem ? To nie ma sensu` powiedziałam i się do niego przytuliłam. Poczułam jego słone łzy na swoim policzku. Rzucił różami we mnie i wybiegł. Nie odwrócił się wybiegł przed siebie. Wybiegłam za nim. Zawołałam go, popatrzył się na mnie i poszedł dalej. Usłyszałam huk. Wpadł pod tir, który wiózł drzewo.
Codziennie chodzę w to cholerne miejsce, codziennie daję tam różę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Pierś bolała mnie całą noc. Rano pojechałam z rodzicami do szpitala porozmawiać o tym z doktorem. Doktor bez żadnego zastanowienia, bez żadnych badań stwierdził, że trzeba operować.
-Guz powstał niedawno, dlatego jest szansa, że uda nam się go usunąć. -powiedział patrząc na zapłakaną mamę.
-to kiedy będzie ta operacja ? -spytałam zmartwiona. Cholernie boję się operacji, boję się że nie wybudzą mnie, tak jak to bywa w niektórych filmach.
-Operacja będzie za jakąś godzinę. Przyszykuj się. -wyszedł.
Poczułam dreszcze, boję się, strasznie się boję. Tato trzymał mocno mamę za rękę, żeby nie zemdlała. Ich kochana córeczka ma raka i bez niczego będzie zaraz mieć operacje.
`Kochanie zaraz będę mieć operacje, nie przyjeżdżaj, proszę. Będzie mi ciężej przy Tobie, nie chcę widzieć jak cierpisz` wysłałam sms`a do Krystiana.
Do sali w której miałam mieć operację zawieziono mnie wózkiem, czułam się jak kaleka. W środku było niemiło. Na ścianach zielone płytki i mnóstwo urządzeń. Położyłam się i poczułam lekkie ukucie w plecy, to był zastrzyk. Zasnęłam po jakiejś minucie. Nic nie czułam. Śniło mi się, że brałam chemioterapię i nagle umieram. Widziałam białe światełko, szłam w jego stronę i się przebudziłam. Koło mnie siedziała jakaś postać, widziałam ją za mgłą. Dopiero potem zobaczyłam, że to Krystian. Był przy mnie, cały czas przy mnie był. Nie wysłuchał mnie.
-Jak się czujesz ? -pogłaskał mnie po ręce.
-Dobrze, źle. -wzdychnęłam. -sama już nie wiem. Udała się operacja ?
-Nie wiem. Doktor rozmawia z Twoimi rodzicami.
Zobaczyłam za szybą zapłakaną mamę i tatę. Czyli jednak operacja się nie udała, dalej mam w sobie tego potwora. Doktor z rodzicami wszedł do mnie do sali. Uśmiechnął się. Koleś ma tupet. W takiej sytuacji się uśmiechać. Nie chciałam tego słyszeć, nie chciałam usłyszeć, że nadal mam w sobie to coś.
-Córciu. -mama się rozpłakała.
-Dobrze mamo nie kończ. Najwidoczniej musi tak być, najwidoczniej muszę mieć tego cholernego raka. -nie płakałam. Byłam strasznie zła.
-Nikolo. Udało nam się go usunąć. -uśmiechnął się doktor.
A jednak, jednak nie mam raka ! Popłakałam się, chciałam wstać i przytulić każdego po kolei, ale nie mogłam. Bolały mnie plecy. Wszyscy łącznie z doktorem mnie przytulili. Krystian pocałował mnie czule, ostatnio tak nie całował.
Mama zaczęła pakować moje rzeczy, mogę wracać do domu. Jestem zdrowa ! Energia mnie rozpiera. Czuję się przecudownie.
-mamy coś dla was. -powiedział tato.
Nagle z kieszeni wyciągnął 2 bilety do Londynu. Tam gdzie jako dziecko chciałam jechać.
-Będziecie mogli iść na karuzelę, na tą karuzele o której marzyłaś. -tato pocałował mnie w czoło, podając bilety.
Wszystko się ułożyło. W każdej chwili rak może się nawrócić. Kocham Krystiana i przy nim mogę umierać w każdej chwili.
*KONIEC*

__________________________________________________________

Dziękuje bardzo Kasia2208 za podsunięcie pomysłu na napisanie `Karuzeli` . Dziękuje też wam za to, że to komentujecie i czytacie. Wasze komentarze uświadamiają mi, że warto pisać, że ktoś jednak to czyta.
*jeżeli macie jakieś pomysły na następne opowiadanie można do mnie napisać*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wstałam o 6, obudził mnie płacz kobiety z sąsiedniej sali. Chyba się dowiedziała, że ma raka. Albo też się dowiedziała, że nie ma i płacze ze szczęścia ? Niee, ten płacz nie jest ze szczęścia. Próbowałam zasnąć, ale nie mogłam. W głowie tłumiły mi się wszystkie cudowne chwile spędzone z Krystianem. Nie chcę od tak skończyć żyć, proszę Boże żebym nie miała raka.
Przed 8 do mojej sali wparowała cała moja rodzina i Krystian. Dziadek, mama, tata, Krystian i nawet moja mała Kasiunia. Kocham tą 5, kocham i nie chcę ich stracić. Kasia co pierwsze przybiegła do mnie do łóżka, położyła się koło mnie i mnie przytuliła. Nie płakała, silna dziewczynka, aby silna po siostrzyce.
-Niki kiedy wrócis ? Wies co ?
-Co Kasiu ?
-Nigdy Ci tego nie mówiła, ale tęskne za Tobą i chce żebyś wróciła. -szepnęła mi do ucha.
Z Kasią zawsze się biłyśmy mimo że to dziecko nienawidziłam jej. Teraz w tych ostatnich dniach się zaprzyjaźniłyśmy, wiem w kim się kocha, znam wszystkie jej sekrety.
Każdy po kolei coś się mnie pytał w sali był niezły huk, nagle wszedł mój prowadzący doktor. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Krystian siedział obok mnie trzymając mnie za rękę, Kasia leżała przytulona do mnie, rodzice z dziadziem rwali włosy z głowy i obgryzali paznokcie. W głowie nadal były różne myśli `umrzesz i Krystian znajdzie sobie kogoś innego, umrzesz.` Czułam jak napływają mi się łzy do oczu.
-Mam wyniki. -powiedział patrząc z przykrą miną na mnie. Och tak, mam raka. Widzę to po jego minie.
-Państwa córka -popatrzył się na moich rodziców. -niestety, ale ma raka. -Każdy po kolei oprócz mnie i Kasi płakał. Nie miałam siły płakać, wylałam wszystkie moje łzy. To co napłynęło mi do oczu wytarłam rękawem, i tyle. Krystian mocno ściskał moją rękę, jakbym miała zaraz umrzeć.
-Wiem, że to przykra wiadomość. Zrobimy operacje, wytniemy jego i będzie po problemie. -popatrzył z uśmiechem. Dziadek zarzucił na niego srogi wzrok. -lepiej już pójdę. -i poszedł.
Nikt nic nie mówił. Po paru minutach każdy się uspokoił i nie płakał. Ja tylko siedziałam i patrzyłam się na każdego po kolei.
-To znacy, że Nikii wraca do domku ? -spytała Kasia. Mama znowu się rozpłakała, a po niej tata z dziadkiem. Czy Krystian płakał do nie wiem, położył głowę na mój brzuch i tak pół siedział.
-Nie, nie Kasiu. -zaszlochała. -Nikola będzie jeszcze w szpitalu kilka dni. -Kasia się rozpłakała. Nie wytrzymałam, rozpłakałam się razem z nią. To było straszne, za kilka dni będę musiała żegnać się z tak cudownymi ludźmi.
Cały dzień leżałam patrząc się w jeden malutki punkcik na ścianie. Nie jadłam, nie chodziłam do wc, a tym bardziej z nikim nie rozmawiałam. Nie miałam ochoty rozmawiać, musiałam się oswoić z wiadomością, że za niedługo dołączę do babci, która zmarła rok temu. Poszłam spać po 20. Nie wiem czy spałam całą noc, miałam straszne sny. Booże spraw żeby to był jeden wielki koszmar.
*tydzień później*
przez tydzień czasu miałam robione przeróżne badania, strasznie mnie to wymęczyło. W końcu mogłam wrócić do domu. Przed domem był wielki napis `WITAMY CIĘ NIKOLKO` i była grupka moich przyjaciół i osób których nie znam. Nie miałam siły by się nawet wzruszyć, byłam wykończona.
-Dzięki, dzięki wszystkim. Przepraszam, ale muszę iść się ogarnąć. Przyjdę zaraz. -weszłam do domu, w domu było spokojnie. Cały dom pusty, cudownie. Poszłam do pokoju, w kącie siedziała zapłakana Kasia.
-Ej mała co jest ? -podeszłam i ją przytuliłam.
-Tęskniłam za tobą. Jesteś chola, nie wiedziałam. Znacy się wiedziałam, ale nie wiedzialam że aż tak poważnie. -popłakała się.
-Kasiu wyzdrowieję, gwarantuje Ci to.
Przebrałam się i poszłam z nią na dół gdzie czekali na nas wszyscy. Nie imprezowaliśmy zbyt długo. Po dwóch godzinach zrobiło mi się słabo i musiałam wrócić do domu. Strasznie bolała mnie pierś, cholerny rak.
  • awatar nie znasz się.: @` I lovee Raap . <3: @księżniczka-własnego-losu ♥: dziewczyny dziękuje wam. ;* bardzo mi pomagają wasze komentarze. : >
  • awatar hug my ♥: ja juz nawet nic nie mówię na ten temat bo ty doskonale wiesz że KOCHAM to opowiadanie jest zajebiste, wzruszjące aż sama płakalam ; ( pisz dalej bo jesteś w tym swietna ; 3
  • awatar ` I lovee Raap . <3: wszystkie opowiadania sa super . ;* wzruszylam sie ażż . ; *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nazajutrz o 8 miałam już robione badania. Pobieranie krwi, prześwietlenia i różne inne męczące rzeczy. Byłam wykończona, a to zaledwie początek choroby. Wracając do swojej sali usłyszałam jak rodzice rozmawiali z moim doktorem, przystanęłam i schowałam się za ścianą.
-Państwa córka na 80% ma raka piersi. Dzisiejsze badania potwierdzą czy to prawda, czy nasza pomyłka. -powiedział doktor.
Mama zaczęła płakać, nie widziałam tego ale tato zaczął ją przytulać i pocieszać.
-Niemożliwe ona ma dopiero 16 lat ! -krzyczała zapłakana mama. -będzie miała chemioterapie czy coś ? Nasza córka będzie łysa, nasza córka jest chora Robercie. -mama rozpłakała się znowu. Na myśl o tym, że będę łysa sama miałam łzy w oczach.
-Wszystko omówimy po wynikach. Może się okazać, że w ogóle nie jest chora, albo da się tego raka jakoś usunąć. Wszystko po badaniach. Teraz muszę lecieć do innych pacjentów. -doktor pobiegł.
Pobiegłam szybko do sali. `Nie chcę być łysa, nie mogę. Nie mogę być chora. Nikola to Twoja wina ! Jesteś chora, nie umiesz nic ! Krystian Cię zostawi, zobaczysz.` w głowie wszystko mi się kołatało. Położyłam się i zaczęłam płakać. Mama z tatą nie wiedzieli co powiedzieć. Stali i patrzyli się na mnie jak płacze, sami długo nie wytrzymali. Przytulili mnie do siebie i zaczęli płakać razem ze mną.
-Damy radę, ściągniemy najlepszych lekarzy, damy radę. -mama wybuchła płaczem.
-a jak Kasia ? Przeżywa bardzo ? -spytałam wycierając oczy i nos. -chciałabym ją bardzo zobaczyć.
-Kasia ? Kasia ma się dobrze. Jest mała i nie rozumie za bardzo. -powiedział tata.
-Wiesz Nikolko, Kasia zaczęła jeść warzywa `mamusiu zjem to, a Nikolka wróci plawda ?` i tak mówi przy każdym razie. -mama nabrała powietrza. -jutro możemy ją tutaj wziąć jak chcesz..
-Tak mamo chcę, weźcie ją jutro do mnie.
Nagle ujrzałam w drzwiach Krystiana z dużym bukietem tulipanów.
-o dzień dobry. Przyniosłem parę smakołyków. -miał wielką reklamówkę, zapewne same słodycze.
-no wiesz Ty co to jest parę ? Będę grubsza przez Ciebie. -uśmiechnęłam się.
-Dobrze my was zostawimy, jutro przyjdziemy z Kasią. -Rodzice pocałowali mnie w czoło i wyszli machając rękoma.
Krystian usiadł obok mnie i mnie pocałował.
-Jak się czujesz ? Badania bardzo męczące ? Kiedy wyjdziesz ? Dobrze Ciebie tu karmią ? Boli noga ? Boli Cię coś jeszcze ? -nabrał powietrza.
-Głuupek. -uśmiechnęłam się. -po woli z tymi pytaniami. Czuję się dobrze, a jeszcze lepiej jak Ciebie widzę -pocałowałam go. -badania ? Badania poszły w miarę, wymęczyły mnie bardzo. Jutro prawdopodobnie będą wyniki, a o jedzenie to Ty dbasz. Proszę nie przynoś już nic, patrz jakie zaopatrzenie mam. -wskazałam na stolik pod oknem. Cały stół był w przeróżnych smakołykach. Dzieci z Afryki by miały raj.
Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy. Po 20 pielęgniarka przyszła poinformować nas, że to już czas się rozstać. Krystian nie chciał iść, najchętniej by spał razem ze mną.
-Kocham Cię. -wyszeptał mi do ucha, przytulił mnie i poszedł.
-Ja Ciebie też, ajj ja Ciebie też. -wyszeptałam sama do siebie. Pielęgniarka nie mogła się nami nadziwić, cały czas wzdychała `ach jak on Ciebie kocha` ja tylko odpowiadałam `wiem`. Kocha mnie, wiem to, też go bardzo kocham. Nie chcę żeby był przy mojej chorobie ze mną, nie chcę żeby cierpiał tak jak ja. Krystian poszedł, a ja od razu zasnęłam, to był wykańczający dzień. Juto będzie jeszcze gorszy, juto okaże się czy mam to coś w sobie czy nie.
  • awatar nie znasz się.: @księżniczka-własnego-losu ♥: cieszy mnie to baardzo. :)
  • awatar hug my ♥: podoba mi się! bardzo. piszesz o życiu, to piękne, piszesz samą prawdę o życiu, nie obwijasz w bawełne jakie to zycie jest kolorowe i piekne , ukazujesz je z tej prawdziwej strony , nie zawsze tej dobrej.. z utęsknieniem czekam na więcej dodaję do znajomych i będę dalej cię śledzić ; ))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W szpitalu czekali już na mnie rodzice, widziałam ich srogą minę w domu to mi się dopiero oberwie za te kłamanie. Polali mi na rany wodę utlenioną, myślałam wprawdzie że to koniec, ale najgorsze się zaczęło. Na żywca zaczęli zszywać mi kolano, to był ból. W myślach cały czas byłam z Krystianem, nie mogłam wbić sobie do głowy, że to już koniec, że tak szybko to minęło.
Przy badaniach okazało się, że coś jest nie tak musiałam zostać w szpitalu kilka dni.
Obudziłam się z niezłym szokiem, nie wiedziałam gdzie jestem dopiero potem przypomniała mi się cała ta scena. Rozpłakałam się, gdy pomyślałam o Krystianie, kurde kocham go naprawdę. Patrzyłam się w białą ścianę i myślałam, nagle ktoś zapukał. Nie spojrzałam kto to, był czas na wizytę więc pomyślałam, że to pielęgniarka.
-Cześć. -poznałam ten głos od razu
-Chcesz zobaczyć mnie i powiedzieć mi prosto w oczy, że masz inną, że to ze mną to był jakiś głupi zakład ? Daruj sobie ! -krzyknęłam. -Wyjdź, daj mi umrzeć w spokoju ! -pokazałam palcem na drzwi, nie patrząc na niego.
Krystian olał co do niego powiedziałam, usiadł na łóżku obok mnie. Odwróciłam się do niego plecami zamykając oczy.
-To, to była moja była. Kiedyś jeszcze jak z nią byłem, to coś jej strzeliło do głowy i... -głos mu się załamał. -i ukradła skuter. Szantażowała mnie wczoraj, że powie wszystko policji, że to niby ja ukradłem, chciała 5tysięcy za nic nie mówienie. Dałem jej. Wiem, że teraz mi nie chcesz uwierzyć, ale proszę Cię uwierz mi. -złapał mnie za rękę, odepchnęłam ją.
Nic nie mówiłam, dalej leżałam z zamkniętymi oczami. Nie wiem czy mu wierzyć, mógł mi o tym powiedzieć, a nie kryć to w sobie.
-Powiedz coś, proszę Cię powiedz coś
-co mam powiedzieć ? Och kochanie bardzo mi przykro, bardzo dobrze że dałeś jej te 5 tysięcy. Daj buziaka -popatrzyłam się na niego. -koleś puknij się w łeb. Mogłeś mi powiedzieć, że miałeś kogoś, że takie coś miało miejsce, a nie kryć to w sobie i mnie okłamywać.
-Nie wiedziałem, że ona może być taka sprytna. W moim życiu nikogo nie ma innego oprócz Ciebie. Zapomnijmy o niej, o wszystkich. Bądźmy dalej razem szczęśliwi, jak niedawno. -nachylił się do mnie i mnie pocałował w czoło.
Nie sprzeciwiłam się, brakowało mi jego czułości. Całowaliśmy się, nagle weszła do mojej sali pielęgniarka z moimi rodzicami. Odessałam się od niego.
-Mamy wyniki. -powiedziała pielęgniarka.
-Czyli możemy zabrać córkę już do domu ? -ucieszona mama zaczęła zbierać powoli moje rzeczy.
-Nie, jak na razie to niech pani to zostawi. Będziemy musieli zrobić dokładniejsze wyniki.
-Dlaczego ? Co jest mojej córce ?!
-Państwa córka prawdopodobnie ma raka.
Nikt nic nie powiedział. Zastała nas cisza. Automatycznie wszyscy oprócz pielęgniarki zaczęli płakać.
-to nie możliwe, zrobiliście złe badania, macie złe wyniki ! -krzyczał Krystian cały zapłakany. -ona nie może mieć raka. -szepną i usiadł płacząc.
-nie mamy pewności, dlatego musi Nikola zostać. Jutro zrobimy dokładniejsze badania. -wyszła.
Mama, tata i Krystian patrzyli się na mnie i płakali. Mi jakoś nie chciało się płakać. Miałam przy sobie to co jest mi potrzebne - KRYSTIANA. On mi wystarczy, przy nim mogę umierać.
 

 
Rano jak nigdy wstałam uśmiechnięta. Nie mogłam się doczekać, żeby zobaczyć Krystiana. Na lekcjach w ogóle nie wiedziałam o co chodzi, cały czas patrzyłam w jeden punkt myśląc o nim, albo rysowałam beznadziejne serduszka na okładce zeszytu. Tak to jest pewne, zakochałam się. Ze szkoły wracałam specjalnie koło domu Krystiana, chciałam go zobaczyć, przytulić. Oprócz jego biegającej siostry nie ujrzałam nikogo. Przechodząc koło kawiarni ujrzałam kogoś bardzo podobnego do Krystiana, ale to przecież nie możliwe on siedział i trzymał piękną dziewczynę za rękę, to nie może być on, przecież on kocha mnie, tylko mnie ! Popatrzył w moją stronę i zaczął biec, pobiegłam inną stroną, nie chciałam go znać. Gdzie się podziało to jego `kocham Cię` ?! Dobiegłam do domu i zamknęłam się na wszystkie spusty w zamku, nie chcę go znać, jak on mógł mi takie coś zrobić ?! Wyjrzałam przez okno, stał tam zdyszany tak samo jak ja. Kiedyś obiecałam sobie, że nigdy nie będę płakać przez chłopaka. Wzięłam zimny prysznic, żeby jakoś się ochłodzić, uspokoić. Ruszyłam do pokoju, na ścianie wisiało nasze zdjęcie siedzieliśmy wtedy na karuzeli. Ta cholerna karuzela, to wtedy tam jego poznałam. Zachciało mi się jakiejś zabawki, mam teraz efekty. Nie ma co się obwiniać. Krystian miał dziewczynę, muszę jakoś o nim zapomnieć. Zeszłam na kolacje, przy kolacji rodzice zaczęli mówić o Krystianie.
-Nikolko dobrze, że z nim jesteś, ten chłopak jest w porządku.
-To najwidoczniej go nie znacie, nie wiecie do czego jest zdolny. Ale wiecie co ?! Nie martwcie się, nie tylko wy tak się na nim przejechaliście. Dobry chłopczyk nie jest aż taki dobry. Dobranoc idę do Agnieszki.
-Co się stało ? Coś Ci zrobił ? -z zdenerwowaną miną popatrzył na mnie. Nie odpowiedziałam, machnęłam ręką i poszłam ubierać buty. Usłyszałam tylko `Zostaw ją Robert może się o coś pokłócili o jakieś pierdoły, tak to jest z młodymi.` nie chciało mi się im tłumaczyć.
-Będę po 21 ! -krzyknęłam i trzasnęłam drzwiami. Do Agnieszki nie poszłam, to była tylko zagrywka, nie chciałam siedzieć w domu. Nie chciałam widzieć naszych zdjęć, wąchać jeszcze wczorajszy jego zapach na mojej poduszce. Poszłam w moje ulubione miejsce, tam gdzie zawsze szłam, gdy ojcowi coś odbijało i się znęcał nade mną. Zawsze siadałam na kamieniu nad rzeką i patrzyłam w wodę płacząc. Teraz nie płakałam, obiecałam sobie. Kocham go bardzo, tak bardzo chciałam go pocałować, przytulić. Chciałam żeby to był jakiś koszmarny sen. W rzece były duże kamienie, po których można łatwo przejść na drugą stronę. Skoczyłam na drugi kamień i upadłam. Był śliski jakby ktoś go nasmarował mydłem. Woda nie była głęboka, sięgała do kolan. Wbiło mi się szkoło w udo i nie mogłam wstać. Zaczęłam skręcać się z bólu, automatycznie poleciały mi łzy z oczu, piekielnie piekło. Woda obok mnie była cała z krwi, nie wiadomo gdzie jeszcze co mi się wbiło. Telefon zostawiłam w domu i nie miałam jak się skontaktować. Zaczęłam panikować, nie wiedziałam co robić było już po 20. Zaczęłam wołać.
-Hallo, jest tam ktoś ? -krzyknął jakiś starszy pan.
-Tak, tak ! Jetem tutaj koło tych kamieni. Proszę mi pomóc, coś mi się wbiło w nogę. -telepałam się z bólu, moje słowa nie były zbyt zrozumiałe. Ujrzałam staruszka, miał może z 80 lat. Małymi kroczkami ruszył w moją stronę. `On mnie nie wyciągnie, on sam ledwo co stoi, a co dopiero mówiąc, żeby mnie wyciągać`
-Dziewczyno w co Ty się wpakowałaś ? Na co Ci to było ? Czekaj zadzwonię na pogotowie i Cię jakoś wyciągnę. -przymrużając oczy wystukał w telefonie numer na pogotowie `dobry wieczór, tutaj nad rzeką koło skały dziewczyna upadła i coś jej się powbijało w nogę, proszę przyjechać.` Wymamrotał do telefonu. Podwiną nogawki i wszedł do wody, żeby mnie wydostać. Wydawał się być słabym, ale dosyć dobrze mu poszło wyciągnie mnie z wody. Posadził mnie na trawie, dopiero wtedy zobaczyłam w co się wpakowałam. Paskudnie to wyglądało, szkło było dosyć grube i głęboko było wbite. W kolanie miałam jeszcze jakiś patyk wbity, nie mogłam wytrzymać, cholernie bolało, piekło. Nie płakałam zbyt dużo, na początku łzy same leciały. Złość spowodowana przez Krystiana spowodowała, że nie chciałam płakać, nie mogłam płakać. Z oddali usłyszałam wycie karetki. Zawsze jak z koleżankami widziałyśmy policje to mówiłyśmy `to po mnie` teraz mogłam powiedzieć tylko, że to pogotowie. Dziadzio jeszcze dyszał po wyciąganiu mnie z rzeki. Kurde żeby pogotowie czasami nie musiało jego zabierać, a nie mnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Podekscytowanie było duże. Cieszyłam się nie tylko z tej karuzeli, cieszyłam się że idę z nim. Krystian był cudowny, wsiedliśmy i zaczęliśmy się kręcić. Miałam mały lęk wysokości, dlatego zamknęłam oczy rękoma, a Krystian przytulił mnie do siebie. To było coś lepszego niż te całe wesołe miasteczko, to było coś lepszego od litrów lodów, żelek i innych smakołyków. Po chwili oswoiłam się z tą wysokością. Krystian złapał mnie za rękę, spodobało mi się to, jego ręka nie należała do wielkich, była delikatna. Właściciel kolejki zagwizdał na znak, że już kończy się nasz czas.
-chciałabyś gdzieś pójść ? -spytał mnie, już nie trzymając ręki.
-jasne, że tak. Prowadź. -uśmiechnęłam się. On też się uśmiechnął, znowu zobaczyłam te cudowne dołeczki. Zakochałam się, nigdy nie czułam takiego czegoś do chłopaka. Fakt czułam coś tam do Pawła, ale to minęło szybko, czułam że z Krystianem będzie inaczej. Kupił watę cukrową, lecz ja nie chciałam jeść czułam, że zwymiotuje jak zjem coś po tej karuzeli. Krystian zrobił małą kulkę z waty cukrowej i próbował mi ją wepchać do buzi.
-Wariat ! -zaśmiałam się przeżuwając ją. -jesteś nie możliwy, ale lubię takich. -uśmiechnęłam się.
Wyrzucił patyczek i złapał mnie za rękę. Nie protestowałam, podobało mi się. Czułam się przy nim bezpiecznie, miałam tylko nadzieje, że to nie jest sen.
Ujrzałam pana Maćka uczy mnie wf`u , nie przepadam za nim. Te ciągłe biegi i różne sprawdziany. Był z małym dzieckiem i z żoną.
-Oo Nikol -uśmiechnął się. -Krystian to już znasz Nikole ? -nie wiedziałam skąd on go zna. Skąd Maciek zna Krystiana ?! Może jest jego jakimś terenem.
-Tak znam ją, tato. Poznałem przy karuzeli. -TATO ?! puściłam automatycznie jego rękę. Jego siostrzyczka przytuliła się do mamy marudząc, że chce na zjeżdżalnie.
-Najpóźniej o 24 masz być w domu. Miłej zabawy. -pomachał i poszedł.
-Czyli już poznałaś moich rodziców, znaczy się tatę znasz, właśnie skąd go znasz ?
-Tak się składa, że męczy mnie 4godziny tygodniowo. -uśmiechnęłam się. Złapał mnie znowu za rękę.
-Ii dobrze robi, ma Ciebie ścigać ile wlezie. -zaśmiał się. Usiedliśmy na ławce trochę dalej wesołego miasteczka. Zobaczyłam koleżanki z klasy popatrzyły się na mnie pytająco, machnęłam ręką i się uśmiechnęłam, one też.
-To jest tylko przez dzisiaj ? -spytałam. Chcę wiedzieć na czym stoję.
-Ale co jest tylko przez dzisiaj ?
-No to wszystko, to trzymanie za ręce, to spacerowanie.
-A chcesz żeby było tylko przez dzisiaj ?
-Nie wiem. -zawahałam się. -spodobałeś mi się, nie miałam nigdy chłopaka i nie wiem jak to jest.
-Nie wieże , że nie miałaś jeszcze chłopaka. Taka ładna, inteligentna. To mogę zostać Twoim pierwszym chłopakiem ? -oczy mu się zaświeciły. Mi chyba też, poczułam coś w sercu, jakieś ukucie. Nic nie mówiąc pocałowałam go. Całował cudownie, delikatnie. Nie tak jak w filmach język prawie w gardle ląduje. Przytuliłam się do niego i patrzyłam w gwiazdy. Słyszałam jego bicie serca. Może za szybko to wszystko, ale wiem że jest on porządnym chłopakiem, w końcu jego ojciec uczy mnie wf`u.
-Krystian.. -nie wiedziałam jak to powiedzieć.
-Tak ?
-Czy.. Ty byś mógłbyś nie mówić rodzicom, że ze mną jesteś ?
-Czemu ? Aha. Boisz się, że tato może coś mówić, albo coś. -nie odpowiedziałam. Krystian mówił o swojej szkole, o rodzicach, o dziadkach i o różnych rzeczach. Krystian za rok kończy liceum, i chyba rusza na studia. Jakoś źle mi się robi jak pomyśle, że mogę go stracić, nie wiadomo czy to przetrwa, ale nie chcę go tracić. Moim rodzicom nie spodobało by się, że mam 3lata starszego chłopaka, nie powiem im na razie. Była już 23, zrobiło mi się zimno. Nie chciałam tego mówić Krystianowi, bo dałby mi swoją kurtkę, a czułam że on też się telepie. Nie chciałam się rozstawać nawet na te kilka godzin, chciałam cały czas być przy nim. Można powiedzieć, że ta karuzela nas połączyła. Od małego przynosiła mi frajdę, teraz przyniosła mi trochę większą, przystojniejszą i kochaną frajdę. Nadeszła chwila rozstania.
-To do jutra. Spiszemy się jeszcze o której i gdzie. -powiedział patrząc na mnie.
-Dobrze. -pocałowałam go.
Krystian odszedł. Czułam że mam łzy w oczach, łzy smutku zmieszane ze łzami szczęścia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Mieszkam w małym mieście, wesołe miasteczko przyjeżdża do nas jedynie raz na rok. Od małego chodzę na takie atrakcje. Z tego, że to nie jest za duże miasto, nie mają jak się rozbudować. Jedynie co to jest olbrzymia karuzela, zjeżdżalnia i jakieś tam atrakcje dla dzieci. Dla nas - młodzieży nie ma za dużo atrakcji. Ach jakbym chciała pojechać do Londynu, tam to jest dopiero ful wypas. Jedynie co to mogę cieszyć oczy na obrazkach w internecie, albo w książkach. Dobra mniejsza z tym. Ostatnio było u nas wesołe miasteczko ! Booże jak ja się tym jarałam, zostało mi to chyba z wieku 5-7 lat. Poszłam na nie z młodszą siostrą Kasią. Ma zaledwie 4 lata, ale tak jak większość dzieci jest bardzo ciekawa, i na wszystkim chciała być.
-Dobra Kasiu, gdzie chcesz iść ? -spytałam -Na kacuski, kacuski ! -A więc ruszyłam z nią na jeżdżące kaczuszki, kaczuszki były przedziwne. Jedna czerwona, druga zielona była nawet kolorowa. Dobrze, że dzieci nie wiedzą , że takie nie istnieją, chociaż do niedawna sama myślałam, że takie są.
-Oo Kasiu patrz. -wskazałam palcem na dziadka. -Dziadzio. Teraz on się Tobą zajmie, a ja pójdę się pobawić, dobrze ?
-A kupi mi watę cuklową ? -wysepleniła.
-Tak, tak kupi Ci wszystko co będziesz chcieć, no leć do dziadzia. -Kasia pognała do dziadzia z uniesionymi rękoma, żeby mógł ją wziąć na ręce i zrobić kilka kółek wokół siebie - mini karuzela. Co pierwsze poleciałam na karuzele, z daleka wydawała się duża, ale z bliska była przeogromna. Ach dobrze, że mam ukończone to 15 lat inaczej by mnie tu nie wpuścili. W kolejce stało mnóstwo ludzi. Większość stało w parach, miejsca były podwójne. Stanęłam na koniec kolejki `może będzie stan i nie będę musiała wsiadać z kimś. ` pomyślałam. Ludzie przede mną już poszli na karuzelę, ja musiałam jeszcze czekać.
-panienko, musisz z kimś wsiąść. -powiedział pan który wpuszczał ludzi. Pokiwałam głową. Kurde co ja zrobię, może ktoś ze szkoły się nawinie. Ściskałam coraz to mocniej bilet, który trzymałam w ręce. Czułam, że zaraz puszczą mi nerwy i się rozryczę jak małe dziecko które nie mogło iść na upragnioną zabawkę.
-Cześć. Czekasz na kogoś ? -pokiwałam przecząco głową, patrząc na buty. -Mógłbym się dołączyć do Ciebie ? Bo tak się składa, że nie mam z kim wejść.
-Cześć. Jasne, że możesz się dołączyć. -uśmiechnęłam się. Rozluźniłam rękę, bolała mnie już od ściskania tego biletu.
-Nazywam się Krystian, a Ty ?
-Ja, ja nazywam się Nikol.
Krystian był bardzo przystojny. Wyglądał gdzieś na 17-19 lat. Brązowe włosy ścięte na strzałkę, piwne oczy i dołeczki jak się uśmiecha.
-Przygotować się. Za minutę wchodzą następni ! -Krzyczał ten przede mną. Czułam podekscytowanie. Uśmiechnęłam się sama do siebie, Krystian patrząc na mnie też się uśmiechnął.
-Ładnie się uśmiechasz. -uśmiechnął się.
-A Ty masz dołeczki. -zaśmiałam się.
-Coś w tym złego ? -przestał się uśmiechać.
-Niee. Ja bardzo lubię jak ktoś ma dołeczki.
-No to już nam się coś w sobie podoba. -uśmiechnął się jeszcze raz. Zobaczył , że się popatrzyłam na jego dołeczki i zaczął się śmiać. Karuzela stanęła. Teraz my wsiadamy, ale się ciesze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Prowadził mnie drogą którą jeszcze nigdy nie szłam. Nie bałam się z nim iść, czułam że przy nim mogę być bezpieczna. Nie znałam go, jedynie znałam jego imię i wiek, ale on miał w sobie coś, co dawało poczucie bezpieczeństwa. Zabrał mnie do lasu, do tego lasu co upokorzyłam Bartka po razu drugi. Nie wiedziałam co robić, po co on mnie tu przyprowadził ?! W głowie tłumiło mi się kilkadziesiąt myśli.
-Nie bój się, lubię takie ponure miejsca, myślałem że Ty też. Jak chcesz to możemy stąd iść. -Kurcze. Czy ten koleś czyta w myślach ?! Postanowiłam zostać, wolę takie `ponure` miejsca od knajp i takich tam. Zauważyłam jakiś portfel, zajrzałam do środka, a tam było napisane `Bartosz Nowacki` ach, pozostało to po nim, to te same miejsce.
-co to ? Znasz go ? -spytał się patrząc na mnie tymi pięknymi oczkami.
-taak, powiedzmy że go znam. -nie chciałam mówić zbyt dużo o tej sprawie, bo mogłoby go to spłoszyć. -oddam mu to jutro w szkole. -powiedziałam siadając pod drzewem. Marcin usiadł obok mnie, i niespodziewanie złapał mnie za rękę. No dalej pocałuj mnie przystojniaku ! Przysunął rękę na policzek.
-myślałem że nie spotkam tu nikogo fajnego. -uśmiechnął się. -jesteś bardzo fajna. Podoba mi się Twój styl ubierania, ale to nie o to chodzi, w środku też jesteś fajna.
Poczerwieniałam. Nikt nigdy nie mówił mi takich miłych rzeczy. Nie chciałam czekać, aż on pierwszy mnie pocałuje. Objęłam go ręką za szyję i zaczęłam go całować. Podobało mi się jak on całuje, robił to bardzo delikatnie. Odessałam się, nabrałam oddechu i się do niego wtuliłam. Siedzieliśmy bez słowa.
-Zimno się zrobiło. -dotknął moich dłoni. -ach, jakie zimne ! Wracamy bo mi się przeziębisz. -ajj. jaki on słodki, taki opiekuńczy. Ruszyliśmy inną stroną, tą koło domu Mateusza. Z oddali pokazał się jakiś człowiek, kto to może chodzić po lesie ? Po chwili ujrzałam jego, Bartka. Pewnie idzie po swoją zgubę.
-Siema wampirzyco, a to kto, czyżby Twoja drakula ? -zaśmiał się bardzo idiotycznie, złowieszczy śmiech mu nie wychodzi. -pamiętasz naszą ostatnią noc ? Ach, mniejsza o to, zgubiłem portfel, nie widziałaś gdzieś jego ?
W środku aż kipiałam, jak można takie coś wymyślić ?!
-Ostatnią noc ? -popatrzył na mnie pytająco Marcin.
-Ten palant próbuje coś zmyślić nie spędziłam z nim żadnej nocy, nigdy ! -krzyknęłam. -Chciał mnie przelecieć, ale mu się nie dałam i uciekłam zabierając jego ciuchy. -rzuciłam portfel w Bartka buzie. -Masz ! Chodźmy stąd Marcinie.
-Marcinie, Marcinie widać że pani wampirzyca lubi zabierać swoich chłopaków tutaj. Kiciu przy nim też było Ci tak dobrze jak przy mnie ? -uśmiechnął się. Nie mogłam wytrzymać rzuciłam się na niego z pięściami. Marcin mnie oderwał.
-Nie warto. Widać, że z tym palantem nie chcesz nawet gadać, a co od razu się przespać. Koleś uważaj jakie plotki zmyślasz i do kogo. Idziemy.
Ruszyliśmy przed siebie.
-Dobrali się ! -krzyczał za nami Bartek.
-Idiota. -szepnęłam. Marcin stanął, objął mnie i pocałował tak samo namiętnie jak przedtem.
-Wierzę Tobie, zawsze będę Tobie wierzyć. -wyszeptał. I dalej się do mnie przyssał.

2lata później :
Skończyłam liceum, nie wybieram się na studia, ponieważ moje maleństwo jest w drodze. Dokładnie jutro mam termin. Marcin jest cudowny, opiekuje się mną bardzo dobrze. Co z Barkiem ? Sprawiłam mu parę psikusów w roku szkolnym, co sprawiło że się wyprowadził.
-Kochanie co Ty tam jeszcze robisz ? Musimy jechać do szpitala. -Marcin bardziej się tym stresuje niż ja.
Urodziłam dziewczynkę o 13.23 jest cudowna. Rodzice Marcina kupili małej czarne śpioszki, są komiczne. Bardzo mi się podobają. -Kochanie.. Czy chciałabyś zostać moją żoną ? -Marcin uklęknął koło mojego łóżka. Łzy niespodziewanie popłynęły mi po policzkach, to były łzy szczęścia. Dzidzia na rękach, a do tego poślubię tak cudownego faceta.
-Tak ! -krzyknęłam.
*KONIEC*

Dziękuje bardzo, że to czytaliście. Mam nadzieje, że wam się podobało, może napisze jeszcze jakieś opowiadanie, jak myślicie ? Jeżeli macie jakieś pomysły to wysyłajcie w komentarzach albo w wiadomościach.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Pewnym krokiem weszłam do domu. W środku było mnóstwo dymu z papierosów. Na sofie siedział Bartek zagadując do laluni. Zobaczył mnie i zaczął iść w moją stronę.
-Siema, nie sądziłem że tutaj wpadniesz. Nie no, różowa sukienka ? Co to za ubiór. Podobasz mi się taka. -powiedział kładąc rękę na mój policzek.
-Tak ? Fajnie. -Bartek powiedział, że mu się podobam ? Nie mogę w to uwierzyć, facet któremu zepsułam reputacje mnie teraz podrywa. Bartek nadal gładził mój policzek swoją ręką. Nagle mnie pocałował w rękę.
-Laluniu może pójdziemy gdzieś indziej ? -szepnął mi do ucha.
A tak ! Pewnie chce mnie przelecieć, bo przecież każdą już miał. Złapałam go za rękę i ruszyłam z nim w stronę lasu, który był niedaleko domu. Lubię ciemność, w ciemności widzę więcej niż inni.
-Kochanie, gdzie Ty mnie prowadzisz ? -przystanął i mnie zaczął całować. Zaczął ściągać moją marynarkę.
-Nie teraz. Jeszcze nas widać, chodźmy jeszcze trochę do lasu. -Bartek był wstawiony. Doszliśmy już dosyć daleko, nie było już widać świateł z domu Mateusza. Bartek ściągnął moją marynarkę i zabierał się za sukienkę.
-Kocie, najpierw zajmiemy się Tobą. -wyszeptałam bardzo podniecająco. Rozpięłam jego koszulę, był bardzo umięśniony. Rozsznurowałam i zdjęłam jego trampki z conversa. Całując go w usta rozpinałam spodnie.
-Podoba Ci się, prawda ? -powiedziałam dysząc.
-Ochh, tak bardzo. Zajmij się nim. -nic nie mówiąc ściągnęłam jego slipki. Zebrałam wszystkie jego ciuchy i zaczęłam wiać. Biegłam tak szybko jak na tych maratonach. Szkoda, że nie widział mnie pan z wf`u, bez zastanowienia dałby mi 6 na koniec roku. Dobiegłam do domu, z kuchni wzięłam czarny worek i zapakowałam tam jego ubrania.
-Gdzieś Ty była ? Wszędzie Cię szukałam !
-Beata ! wiejemy ! Szybko, potem Ci wytłumaczę gdzie byłam. -ciągnęłam Beatę żeby szybko szła. Wsiadłyśmy do auta. Beata zatrzymała się koło mojego domu i wszystko jej powiedziałam.
-co zamierzasz zrobić z tymi ciuchami ?
-Hmm.. przekonasz się jutro. -oczy mi się błyszczały z dumy.
Ciuchy schowałam pod łóżko, żeby czasami mojej mamie nie chciało się tam zaglądać. Do plecaka spakowałam tylko jego koszule. Żeby było wiadomo, że to ja pozbawiłam Bartosza ciuchów, przykleiłam Jego koszule na moją szafkę z napisem `Kocie kiedy powtórka z rozrywki ?` Ludzie mijając moją szafkę śmiali się.
-Ty, Ty ! Dorwę Cię kiedyś, zobaczysz. Upokorzyłaś mnie. -zbulwersowany wydyszał to z siebie.
-Ajć. Uraziłam Twoją dumę po raz drugi ? -zaczęłam się śmiać. Bartek zaczął skakać do mnie z pięściami, ale Mateusz go odciągnął. Mateuszowi chyba spodobała się moja zagrywka, Mateusz jest jego niewolnikiem.
Wychodząc ze szkoły nie było już jego koszuli na mojej szafce. Na drugi dzień wzięłam tylko jego białe slipki. Wojna trwa. Przykleiłam je do mojej szafki z napisem `biały to kolor dziewic, nieprawdaż Bartoszku ?` Na długiej przerwie tłumy ludzi stało i robiło zdjęcie mojej szafce. Bartosz ze wstydem oderwał swoje majteczki i schował do plecaka. Był mega czerwony, chyba skończy się ze mnie nabijać. Dyrektor zawołał mnie to siebie. Bywam u niego tak często, że mówię do niego po imieniu.
-Co jest Potrze ? -usiadłam naprzeciw niego.
-Zniszczyłaś szafkę. Masz ją pomalować. I co to ma znaczyć to z Bartkiem ?
-Należało mu się. Nie mów , że nie widziałeś jak on się obchodzi z ludźmi. Jemu się to należało.
-Dobrze. Wyjdź już.
-Zobaczymy się za niedługo. -uśmiechnęłam się.
-No ma nadzieję, że nie za szybko.
Wyszłam i poszłam do domu. Beaty dzisiaj w szkole nie było i nie miałam z kim jechać, dlatego szłam na piechotę. Przed domem w którym nikt dawniej nie mieszkał zobaczyłam panią która zrywała kwiatki. Ciekawe czy mają syna. Przed moim domem ujrzałam zabitego nietoperza, był przyklejony liścik do niego `czyżby to nie był Twój chłopczyk ? Hahahaha. Wojna trwa.` Bartoszu to nie koniec, to zagranie było marne. Jedząc obiad rodzice cały czas mówili o nowych mieszkańcach. Dowiedziałam się, że mieszka tam chłopak co jest ode mnie rok starszy. Aj ciekawe czy jakiś fajny, czy będzie chodzić do mnie do szkoły.
-Ten chłopak jest jakiś dziwny, kiedyś nie chodził do szkoły bo miał nauczanie w domu. -powiedział tato.
-Fajnie ! Nie chodził do szkoły. Mamusiu, tatusiu też tak chce ! -młody narzucał rękoma nad stołem.
Dzisiaj była u mnie pizza jak nigdy, zjadłam i ruszyłam na na górę do swojego pokoju. W myślach byłam cały czas z tym nowym chłopakiem. Ciekawe czy go kiedyś poznam, czy jak go już poznam to czy mnie zaakceptuje taką jaką jestem, a może on też jest taki ? Pogrążyłam się w śnie.
Idąc do szkoły wpadłam na niego. Rozsypała mi się reszta garderoby Bartka.
-Przepraszam -nieznajomy zaczął zbierać Jego ciuchy. -gustujesz w męskich ubraniach ? -popatrzył na mnie. Jego oczy były bardzo hipnotyzujące, morskie, niebieskie, zielone. Wszystko zmieszane.
-Niee, a jak już by nawet to nie w takich. -pokazałam na ciuchy. Zapytać się jak się nazywa czy nie ? Kurde, nie. Poczekam na niego.
-Jak się nazywasz ? -czy on czyta w myślach ? Wstałam i ruszyłam z nim w stronę szkoły.
-Ola, Olka. A Ty ? -proszę żeby nie miał na imię Bartek, przez tamtego kolesia nienawidzę tego imienia.
-Ja mam na imię Marcin. -uff. co za szczęście.
On znaczy się Marcin szedł nadal ze mnę. Odprowadził mnie pod same drzwi do szkoły.
-Może byśmy się spotkali dzisiaj o 18 ? -powiedział patrząc na swoje buty. Kurde nareszcie ! Też popatrzyłam na jego buty, ajć miał glany ! No fajnie, nasze glany kiedyś się dotkną jak będziemy się całować, marzenia..
-Dobrze. Przepraszam muszę już lecieć do szkoły. -pobiegłam do szkoły. Serce waliło mi strasznie, nie mogę się doczekać 18. Ciekawe gdzie mnie zabierze.
-Masz resztę ciuchów. Nie będę się więcej z Ciebie nabijać. -powiedział uradowana.
-Myślisz że to teraz koniec wojny ? I co to był za koleś ?
-A Ciebie to nie powinno obchodzić, i spadaj stąd bo mam fajny humor i Ty mi go nie możesz zepsuć.
Na lekcjach cały czas myślałam gdzie może mnie zabrać. Nasze miasteczko jest małe, nie ma za dużo fajnych miejsc.
Ubrałam na siebie czarną koronkową sukienkę, czarne leginsy, glany i czarny sweterek. Ruszyłam w jego stronę. Byłam przed czasem dlatego poczekałam pod jego domem. Usłyszałam zamek w drzwiach, wstałam i zobaczyłam jego.
-O już jesteś ? Było trzeba wejść.
-Dokąd mnie zabierzesz ? -spytałam.
To niespodzianka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Bartek to najprzystojniejszy chłopak w szkole, i do tego gra w futbol. Każda dziewczyna marzy by z nim pójść na randkę. Żeby było mało to jeszcze nauczyciele go wielbią. Od przedszkola się nienawidzimy. Gryzł wszystkie dziewczyny, one się dawały bo co miały zrobić ? Nadszedł dzień, że tylko ja nie zostałam ugryziona przez Bartosza, podszedł do mnie, a ja z zaskoczenia popsikałam mu perfumą w oczy i kopnęłam w najcenniejsze miejsce chłopców. Uraziłam jego dumę i do dzisiaj krzywi się na mnie jak tylko mnie zobaczy. Przez ten czyn było ciężko mi się z kimkolwiek zaprzyjaźnić, ponieważ każdy się mnie bał. Kilka dni później czekałam na autobus i zobaczyłam siedzącą, rozpłakaną dziewczynę.
-Coś się stało ? -spytałam podając chusteczkę
Dziewczyna popatrzyła się na mnie nie wiedząc czy cokolwiek odpowiadać, pewnie też się mnie bała jak inni.
-Nie bój się, Tobie nic nie zrobię. Bartkowi się należało.
-Bo czekam już godzinę i mojej mamy nadal nie ma. Miała po mnie przyjechać i nie przyjechała ! -nabrała oddechu. -jak się nazywasz ?
`O kurde czyżby to była moja pierwsza koleżanka ?` pomyślałam.
-Nazywam się Ola. A Ty ? -spytałam siadając koło niej.
-Ja Beata.
I tak poznałam moją pierwszą i jedyną przyjaciółkę. Z Beatą dogaduję się do dzisiaj. Jest wspaniała, tylko ona mnie zaakceptowała taką jaką jestem.
-Olka ! Wstawaj szybko, bo się spóźnisz do szkoły ! -krzyczała mama z dołu.
-Ajj. Już, już ! -krzyknęłam. Wstałam i zaczęłam nerwowo szukając skarpetki do pary. Wzięłam jabłko i szybko pobiegłam do szkoły. Przed szkołą stał Mateusz z Bartkiem.
-Olka ! Czekaj ! -krzyczała zasapana przez bieg Beata.
-Oo. To nie tylko ja chciałam sobie dzisiaj dłużej pospać. Patrz co za zacny widok na dzień dobry -wskazałam palcem na tamtych dwóch.
Ruszyłyśmy do szkoły. Beata zaczęła mówić o Mateuszu, Boże jak ta dziewczyna mogła zakochać się w tym, tym facecie !
-Patrz kto idzie, nasze koleżanki nudziary. Mateusz, a może zaprosimy je na naszą imprezkę ? -zaczął się śmiać- no co ja mówię ! Przecież one wolą siedzieć w domu oglądając swoje nudne filmiki. -popatrzył złowieszczo na mnie i na Beatę.
-Koleś, od Beaty się odwal. Kiedy ta impreza ? Chętnie przyjdziemy. -Beata szturchnęła mnie w bok to miało pewnie znaczyć `co ? ja nie dam rady przyjść na imprezę do Mateusza.` Uśmiechnęłam się do niej kojąco.
-Jutro o 18. Tylko weźcie ze sobą soczek, bo alkohol to raczej nie dla was. -Tym razem Mateusz szturchnął Bartka, żeby skończył.
Ruszyłyśmy przed siebie, Beata już nie wiedziała w co się ubrać, a przecież to tylko nudna impreza.
-Dlaczego idziesz na tą imprezę ? Przecież nie chodzisz na imprezy.
-Beata idę, bo chcę zobaczyć jak te plastiki i jak Bartek zarywa do każdej po kolei. Dobra komedia nie jest zła. -popatrzyłam na nią z blaskiem w oku.
Po lekcjach ruszyłam do domu. W domu jak zwykle nie było nic normalnego do jedzenia, jak można cały czas jeść warzywa ? Pobawiłam się widelcem brukselką i ruszyłam do swojego pokoju. Beata się zakochała.. Czego ja jeszcze nie czuje, że kogoś kocham, może po prostu jeszcze nie spotkałam kogoś takiego ? Godzina 21 , a ja idę już spać. Rano wstałam za wcześnie. Ubrałam się w czarne spodnie, czarny sweterek, i glany. Pod drzwiami czekała na mnie Beata. Fajnie. Ruszyłyśmy razem do szkoły. Mijałyśmy dom w którym nie mieszka już nikt od przeszło 2 lat.
-Patrz auto z meblami i do tego okna nie są zabite deskami, chyba ktoś się wprowadza. -chciałabym żeby to był ktoś taki jak ja, ktoś w moim wieku.
Beata ma pożyć od siostry auto i ma przyjechać po mnie o 18.
W domu był totalny mętlik nie wiedziałam w co się ubrać. Hmm.. Ubiorę się inaczej, ubiorę się jak nigdy jeszcze. Pożyczyłam od mamy różową sukienkę i do tego wzięłam od taty czarną marynarkę. Mama chciała mi wcisnąć swoje szpilki, ale nie mam zamiaru aż tak się poświęcać, wzięłam czarne balerinki. Beata jechała bardzo powoli, ja osobiście nie mogłam doczekać się tego jak mnie zobaczą. Przed Mateusza domem stała gromada futbolistów. Jak mnie zobaczyli zaczęli gwizdać, a dziewczyny szeptać coś sobie do ucha.
 

 
Nigdy nie widziałam takiej pary jak oni. Zawsze uśmiechnięci, kłótnie trwały najdłużej godzinę. Planowali przyszłość, chcieli mieć 2 dzieci chłopczyka i dziewczynkę.
-syneczek będzie po mnie jeździć na motorze, a nasza córeczka.. nasza córeczka będzie piękna po mamusi -powiedział całując ją namiętnie.
Szła na spotkanie z nim do ich miejsca - na kładkę. Słyszała już jego motor, nagle usłyszała huk, bardzo hałaśliwy huk. Motor ucichł. Nie wiedziała co się dzieje, wyszła na drogę i zobaczyła jego motor, i jego leżącego w rowie. Bez zastanowienia pobiegła w jego stronę. To był on.. jego kask, jego obrączka od niej i jej zdjęcie w portfelu. Siedziała koło niego trzymając jego głowę na kolanach.
-myszko moja. To chyba koniec, ale pamiętaj to nie koniec nas. Będę na Ciebie patrzeć, wiesz ? tam z góry. -wyszeptał i przestał oddychać.
-nieee ! zostań ! słyszysz ?! zostań ! nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj nas ! Kochanie urodzi nam się pierwsze dziecko, te o którym marzyliśmy, pamiętasz ? wróć ! Nie możesz mnie teraz tak z tym wszystkim zostawić -krzyczała
Policjantka wzięła ją do samochodu i zaczęła z nią rozmawiać, ona nie mogła z nikim rozmawiać. Trzęsła się z przerażenia, przed oczami miała jego, ich wszystkie przygody, ich pocałunki.
Urodziła bliźniaki - dziewczynkę i chłopczyka. Chłopczyka nazwała Łukasz po tacie, a dziewczynka Marysia po Jego mamie. Chciała żeby chociaż cząstka po nim została. Ma przecież cudowne dzieci. To prawda Marysia jest równie piękna jak ona, a Łukaszek na 3 urodziny dostał od dziadków rower w kształcie motoru.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Ze swoich historyjek bohater, zawsze najlepszy i nigdy niezniszczalny. Zboczeniec który myśli, że może przelecieć każdą. Po każdym weekendzie spuchnięty i pijący kilkanaście liter wody.
Do niedawna taki był. Poznał ją. Ona go zmieniła, to przez nią pierwszy raz płakał, to dzięki niej pierwszy raz poczuł że kocha. `W życiu będę kochać tylko dwie kobiety. Ciebie i naszą córeczkę` powiedział to kiedyś jej. Po miesiącu dowiedział się od niej, że ona ma białaczkę. Nie mógł sobie z tym poradzić, nie mógł tego sobie wbić do głowy. Za miesiąc miała urodzić dziecko i takie coś ich spotkało.
-Kochanie moje trzymaj się proszę. Będziemy żyć razem do końca. Urodzisz piękną córeczkę. -wyszeptał jej do ucha , gdy spała.
Dziecko urodziło się całe i zdrowe, lecz z nią było coraz gorzej. Lekarze dawali jej 2miesiące życia.
-Jak ją nazwiemy ? -spytała się.
-Może niech to będzie Maria ? Maria, po Twojej mamie.
-Dobrze. -wyszeptała i zasnęła
Mania po kilku dniach wyszła ze szpitala i dzielny tatuś się nią opiekował.
-Hallo ? -odebrał telefon.
-Przykro mi to mówić, ale pańska dziewczyna umiera. Proszę przyjechać jak najszybciej, żeby móc się z nią jeszcze pożegnać. -rzucił telefon i wybiegł z domu. Mania została z ciocią-jego siostrą.
-Kochanie wytrzymaj proszę Cię. Nasza Mania jest cudowna. Cholera jasna żyj ! Mania ma zaledwie tydzień i już ma być bez matki ?! Słoneczko. -łzy popłynęły mu po policzku.
-Mania ma cudownego tatusia. Opiekuj się nią jak najlepiej potrafisz. Kochanie zawsze Cie kochałam i będę na Ciebie patrzeć tak z góry. -uniosła palec do góry. -pamiętaj kocham Cię żabko. -zamknęła oczy.
-W życiu będę kochać tylko dwie kobiety. Ciebie i naszą córeczkę Manie. -powiedział ściskając ją za rękę.
Dziwne urządzenie zaczęło pipczeć. Odeszła. pozostawiła Jego i ją samą.
Mania urosła na dzielną dziewczynkę. On opiekuje się nią nadal najlepiej jak potrafi. Jest jego oczkiem w głowie.
 

 
Był 1 kwietnia-Prima Aprilis postanowił zrobić jej jakiś kawał napisał do niej `Przykro mi ale znalazłem sobie inną dziewczynę. Jest lepsza od Ciebie, lepiej się ubiera, a jak caaaałuje. Musimy się rozstać. Nie ma sensu tego ciągnąć nie kocham Ciebie już. Zrozum..` Czytając tego sms`a płakała i cała się telepała. Próbowała coś do niego napisać, ale nie wiedziała czy jest w ogóle sens. `jestem beznadziejna. kocha inną..` myślała.. Wyszła z domu i poszła na tory, zawsze tam z nim siedziała, zawsze tam spędzali wolny czas. Cisza, spokój i ładny widok. Zobaczyła w oddali zbliżający się pociąg. Nie zastanawiając się ani chwili siadła na tory i w myślach powtarzała sobie `kocha ją, jestem beznadziejna.. gdzie się podziały nasze wspólne marzenia, kochan..` pociąg nie zdążył się zatrzymać. Ta biedna dziewczyna zginęła na miejscu. Dzień później dowiedział się o jej tragicznej śmierci. Nie mógł sobie z tym wszystkim poradzić, przez jego żart dziewczyna nie żyje. Na jej pogrzebie rzucając białą różę wyszeptał `Kochanie to był żart. Prima aprilis. Słoneczko moje wróć, nie dam rady żyć bez Ciebie. Moje dni będą teraz ciche, będą ponure. Kochanie za niedługo będziemy dalej razem`
  • awatar full of happiness: swietnie xdddd a karuzela idzie ci profesjonalnie ogolnie masz fajne opowiadania
  • awatar nie znasz się.: @Kasia2208: jak skończę `Karuzela` to napiszę 2 część do tego. : )
  • awatar full of happiness: ahym a moze dopiszesz jeszcze jedna czesc bo mnie to bardzo ciekawixd masz reke do pisania albo klawiature:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Czujesz, że wszystko się układa. Z nim rozmawia Ci się lepiej, przepisujecie kilka godzin dziennie. W szkole Ci się układa, ze znajomymi się dogadujesz. Ale nie ciesz się, nie ciesz się bo to wszystko może zniknąć. Zniknie znienacka, nie będzie się Ciebie pytać o zdanie. Zada Ci ból, wszystko znowu będzie Ci się pieprzyć. Nie cieszmy się za bardzo tymi dobrymi dniami, bo się za bardzo zadomowisz z tym dobrym sanem. Wszystko kiedyś przeminie i znowu przyjdzie. Z nim zaczniesz się kłócić, w szkole wszyscy będą Ci dokuczać jak kiedyś, a znajomi ? Znajomi będą Ciebie mieć w dupie.
 

 
Przyznaj się ile razy chciałaś być obok niego, chociaż miałaś `wyjebane` ? Ile razy chciałaś czuć jego ciepło, słyszeć jego bicie serca ? Przyznaj się ile nocy przepłakałaś przez to, że nie możesz się w niego wtulić tak jak kiedyś. Więc nie mówmy, że ktoś jest nam obojętny tak z dnia na dzień.